niedziela, 29 listopada 2015

11. To niepowinno się było wydarzyć, Louis..

Hejo!! 
Tym razem pisze Naat :D Razem z Liv przepraszamy że tak rzadko się coś ty pojawia.. Wy wiernie spełniacie warunki a my taką lipe odwalamy.. Niestety albo stety ja już pracuje, i pewnie większość z was to wie :* a Liv.. Ona ma dużo nauki i innych zajęć, ale znalazłam czas by napisać kolejny rozdział.. Mam nadzieje, że się spodoba! :D

Objaśnienie: 
J: - ja, (Louis, potem Rose)
R: - Rosalie,
Li: - Lia,.
H: - Harry,
L: Louis.
_______________

 
J: Co chciałabyś zobaczyć? - zapytałem cicho.
R: Cokolwiek.. Zaskocz mnie.. - zachichotała i ścisnęła mocniej moje ręce, którymi ją mocno trzymałem. Gdzie by ją zabrać..? Wiem! Polecieliśmy z odpowiednim kierunku. Dzięki swoim mocom, szybko znaleźliśmy się na miejscu, wylądowałem na skraju skały i rozluźniłem delikatnie uścisk wokół Rose.Dziewczyna nic nie mówiła, ale czułem że jest zaskoczona, szczęśliwa i podekscytowana. - Niesamowite.. - szepnęła i dalej wpatrywała się w piękny krajobraz.
J: Podoba ci się?- zapytałem niepewnie.
R: Żartujesz sobie?! - spojrzała na mnie, jej oczy błyszczały i znów nabierały wyraźnych kolorów. Udało mi się! Oboje usiedliśmy na skraju zbocza i wpatrywaliśmy się w ciszy w strumień wody. Kojący był jej szum, każde z nas mogło pomyśleć o swoich sprawach.
Moimi sprawami jest Ona! Spojrzałem ukrytkiem na nią, w blasku słońca wyglądała jak Anioł! 'Jestże aniołem? - Nie, tym mianem zowie pierwszy lepszy swą uwielbianą!'*  Musze sprawić by czuła sie taka szczęśliwa cały czas, by Zayn z Niallem nie mieli na nią wpływu bo wiem, że to nie jest koniec. Oni na pewno coś kombinują i nie odpuszczą. Ale może Lily coś zdziała? Może ona da do zrozumienia Horanowi że źle postąpił przechodząc na ciemną stronę! - Boje się Louis.. - szepnęła, przez co wyrwała mnie z moich myśli - ..Boje się, że to tak już będzie cały czas.. - czemu nie wyczuwam tego strachu?! 
J: To znaczy? - naprawdę nic nie odczuwam, żadne jej uczucie nie jest dla mnie dostępne.
R: Nie chce byś zawsze kiedy będę smutna lub zła, zabierał mnie gdzieś gdzie zapomnę o wszystkim, jakbym uciekła,  a potem wrócimy i wszystko będzie w mojej, chorej, normie.. - spojrzała w moje oczy. 
J: Zrobię wszystko by żaden problem Cię nie sięgał.. - ścisnąłem jej dłoń - Ale musisz mi pozwolić.. - oboje spojrzeliśmy na nasze ręce. Poczułem jak Rosalie wpuszcza moje moce do siebie. Rozumie o co mi chodziło..
R: Nie! - warknęła i wyrwała dłoń - Nie chce byś mi pomagał w taki sposób! Masz byc przyjacielem jak każdy inny człowiek, bez żadnych anielskich wspomagaczy.. Jeżeli coś takiego jest. 
J: Masz racje.. Jest coś takiego.. - wyznałem - Ale Ty jako człowiek nie powinnaś o nich wiedzieć. Nie zrobię już tego, chyba że to będzie naprawdę koszmarne samopoczucie. 0 uśmiechnąłem się lekko, oby odwzajemniła.
R: Tylko wtedy.. - zrobiła to. Jej uśmiech to najlepsza zapłata za to wszystko! ..Po zachodzie słońca wróciliśmy do mieszkania, Rose zniknęła w swoim pokoju a ja zająłem się kolacją. Szybko uporałem się z tostami, zrobiłem nawet kakao, wiem ż na smutki najlepsze.. 
J: Rose! Chodź na kolacje.. - krzyknąłem po nią, zaraz potem pojawiła się w pomieszczeniu. 
R: Loui przepraszam, ale.. - mówiła skruszona, przebrała się, czemu? - Umówiłam sie z Ally na zabawę. Nie czekaj na mnie. - pożegnała mnie nie tylko uśmiechem, ale i całusem w policzek. Czułem się potwornie i wiedziałem, że one nie będą tam same. 
J: Hazz i Liam zaraz u mnie! - zarządziłem telepatycznie i długo nie czekałem na moich przyjaciół. - Poszła na imprezę ze swoją przyjaciółką, a ja mam przeczucie że będzie tam Zayn z Niallem. - zaczynałem robić sie wściekły. Czemu ona nie może zrozumieć że oni są niebezpieczni, że jeśli będzie trzymać się mnie nic jej się nie stanie! 
H: Co mamy zrobić? - wiedział że potrzebuje ich pomocy.
J: Ona was nie zna, wiec może pójdziecie do tego klubu i wy się z nimi pobawicie a potem Rose bezpiecznie odstawicie do mnie. - mój głos nie był łagodny, rozkazywałem im a wiem że nie powinienem.. 
Li: Uspokój się trochę, może jeśli ona Ciebie tam zobaczy to będzie lepiej? 
J: Myślę że bardziej będzie zła.. Polecicie tam? - zapytałem już błagalnie.
H: Tak, ale nie wtrącaj się.. - uśmiechnął się zadziornie, już coś wykombinował, a ja nie mogłem zajrzeć w jego umysł. 
J: Doskonale wiesz że Rosalie jest dla mnie ważna, więc ufam Ci.. - zaraz po tym ich już nie było. Starałem się wyczuć na tak dużą odległość dziewczynę, ale ona znów nie pozwalała na to.. Całą noc czekałem jak na szpilkach, denerwowałem się, bo nawet Liam nie odpowiadał na moje wołanie. Po Hazzie mogłem się spodziewać, ale Payne..

*Oczami Rosalie*
Bawiłam się cudownie, niestety Zayn i Niall nie dotarli do nas ale same nie byłyśmy. Kolejna impreza i kolejny, mili i mega przystojni chłopcy. Ally to miękły kolana na widok uśmiechu Harrego. Liam był naprawdę czarujący i niesamowicie uprzejmy. Takich chłopaków mało już na świecie. 
J: Nie śpisz? - zdziwiłam sie kiedy zauważyłam Louisa w salonie. Było po 4 nad ranem..
L: Nie, czekałem na Ciebie.. - zerknął na mnie.
J: Czemu? - usiadłam obok niego. Naprawdę chciałam wiedzieć czemu czekał, czemu się tak o mnie martwi. Pomimo alkoholu we krwi, dalej pamiętałam że jest moim Aniołem, ale mam swoje życie a on miał być moim tylko i wyłącznie przyjacielem..
L: A jak myślisz? - teraz zawiesił swój wzrok na mnie na znacznie dłużej.
J: Wiem, że musisz to robić, ale możesz choć na jeden wieczór przestać? - uśmiechnęłam się. Siedziałam bardzo blisko niego, a kiedy jego twarz była przodem do mnie to niemal stykaliśmy się nosami. Przyłapałam sie na tym że spoglądałam na jego usta, były takie różowe, pełne i miałam wrażenie że mówią teraz..
L: Pocałuj mnie.. - to powiedział?!
J: Co? - zapytałam zaskoczona.
L: Mówię że przestane, jeśli będę wiedział że jesteś bezpieczna.. - powtórzył. Czyli jednak to alkohol płata mi figle.
J: Lou.. - szepnęłam i kolejny raz spojrzałam na jego wargi. 
L: Tak? - również szepnął. Przybliżyłam się jeszcze bardziej i złączyłam nasze usta, to było jakby wybuchły fajerwerki, jakby jego moc, anielska moc, eksplodowała, jakbyśmy latali.. Coś niesamowitego! Pocałunek był delikatny, muśnięcia jak skrzydłami motyla, najwspanialszy jaki przeżyłam! Po kilku minutach, tak mi się zdawało, oderwaliśmy się od siebie. Żadne z nas nic nie powiedziało, ułożyłam głowę na jego barku i wpatrywałam sie w kolorowy ekran telewizora. Wystarczyło zaledwie kilka sekund bym odleciała do krainy snu. Obudziłam sie w swoim łóżku, głowa bolała mnie niemiłosiernie.
J: Louis? - powiedziałam sama do siebie, nie wiem jak on to usłyszał ale był po chwili u mnie.
L: Aż tak boli? - uśmiechnął się czule i dotknął mojego czoła. Ten dotyk był taki kojący.. 
J: Używasz mocy? - uśmiechnęłam się
L: Nie. - odwzajemnił. - Jak sie bawiłaś wczoraj? - zagadał
J: W sumie to całkiem dobrze, poznaliśmy miłych chłopaków, drinki się lały, a gdy weszłam do ciepłego mieszkanie to film się urwał.. - skrzywiłam się
L: Czyli nic nie pamiętasz? - powiedział jakby smutniej
J: Nic a nic.. - zaśmiałam się - Pierwszy raz tak mam.
L: Kiedyś tak owy musi być. - zabrał dłoń i wyszedł z mojej sypialni. Dzięki niemu ból odszedł, ale za to pojawił sie jakiś w sercu. Nie mam pojęcia czemu tak sie zachował! Nie mówi mi czegoś, naprawdę nie pamiętam co się działo gdy wróciłam, nie wiem nawet czy sama doszłam do sypialni. 
J: Skup się Rose.. - szepnęłam do siebie i zamknęłam oczy. Wiem że coś sie wydarzyło między nami, coś ważnego.. Coś co zmieniłoby naszą przyjaźń.. Powiedziałam mu coś? Niee.. Zbłaźniłam się? Niee.. a przynajmniej nie tej nocy.. Pocałunek! O FUCK! Co ja zrobiłam! Zniszczyłam to.. Jak ja mu teraz spojrzę w oczy, co on sobie pomyśli, że głupia dziewczyna, w dodatku z problemami, poszła na imprezę, zabalowała i nic nie pamięta. Idiotka ze mnie!.. Wyleciałam z łóżka nie zważając na kaca, wyjęłam szybko walizkę i zaczęłam się pakować, przecież nie mogę z nim zostać.. Zbyt bym go raniła!
L: Co Ty wyprawiasz?! - wszedł szybko do mojej, jeszcze mojej, sypialni.
J: Przypomniałam sobie Louis, nie mogę tu zostać, zbyt bardzo Cie skrzywdziłam. Najpierw nawijałam że chce byś był moim przyjacielem, a potem Cię całowałam! To chore! Ja jestem chora! - krzyczałam z płaczem, byłam na siebie wściekła!
L: I gdzie pójdziesz?! Z resztą myślisz że Ci pozwolę?! Nie możemy żyć tak jakby to się nie wydarzyło?! - zatkało mnie, Tomlinson chce zapomnieć?
J: Zapomnisz o tym? - opanowałam krzyk 
L: Myślę, że.. - zamilkł na chwile, patrzył prosto w moje oczy jakby doszukiwał się czegoś tam. Zależało mi na nim, zależało mi żeby przy mnie był. Brunet podszedł do mnie i zamknął mnie szczelnie w swoich ramionach. - Nie wyobrażam sobie żeby Ciebie miało tu nie być. Rose musisz być przy mnie, wtedy jestem silniejszy i wiem, że pokonam ich i będziesz bezpieczna.. - mówił szybko i z przejęciem. 
J: Louis? - spojrzałam na niego - Ich?
...
___________
* Cytat Wertera, z 'Cierpienia młodego Wertera', J. Wolfgang von Goethe.
I jak? Podoba sie? Nie zawiodłam oczekiwań? :*
10 komów i dalej!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat&Liv    
          

czwartek, 29 października 2015

10. Twój przyjaciel, Twój Anioł Stróż

I znowu dłuuugaa przerwa :( cholerka, nie wiem, czy to nam wyjdzie.
Mamy dużo pomysłów, ale niewystarczająco dużo czasu na ich zrealizowanie.
Postaramy się jak najbardziej, aby co niedzielę o 19:30 pojawiały się nowe rozdziały, jeśli warunki będą spełniane na czas :)


Objaśnienie: 
J: ja (Louis)
Lil: Lily
R: Rose
__________________________________
Lil: Tak. Wiesz.. całkiem się pogubiłam. Nie chciałam iść do nieba, chciałam odszukać Nialla. Nie mogę go znaleźć. Pomóż mi, błagam. To trwa tak długo, a ja nie mogę nigdzie spocząć, odpocząć, zjeść, napić się. gdy tylko próbuję usiąść, położyć się, coś ciągnie mnie w dół. Raz już tam prawie byłam, to okropne miejsce. Proszę cię, pomóż mi go odnaleźć.. - powiedziała błagalnie. 
J: Słuchaj.. Niall.. On.. - i co ja jej powiem?! Że jest Aniołem Ciemności?! Przecież wie, że to straszne miejsce, ona nigdy nie chciałaby, żeby blondyn taki był. - Przykro mi Lil.. Nie wiem gdzie on jest. - skłamałem, ale czy mi wolno. 
Lil: Kłamiesz! - zauważyła, nie dziwie się, nigdy tego nie robiłem i nawet nie potrafię. - Jesteś Aniołem, na pewno wiesz gdzie jest twój brat. - załkała.
J: Dobrze, pokaże Ci.. - wziąłem jej kruchą dłoń w swoje i patrząc jej prosto w oczy pokazałem jej kim jest teraz Nialler. Widziałem jak jej uczucia sie zmieniają, była przestraszona a w dodatku w jej oczach pojawiło się morze łez. 
Lil: To nie może być prawda! - wyrwała swoją rękę. - Przecież on taki nie jest! - krzyknęła i..
J: Lili! - zniknęła. Chciałem polecieć za nią, odnaleźć ją, ale Rose i jej uczucia dawały coraz bardziej o sobie znać.- Rose? - wszedłem do mieszkania. - Rosalie! - denerwowałem się coraz bardziej. W apartamencie nie odczuwałem jej obecności. Panicznie zaczynałem sie o nią bać. Przybrałem niewidoczną postać i z prędkością światła przeszukałem całe mieszkanie, nie było jej! Wyleciałem na korytarz wieżowca i powoli zaczynałem ją wyczuwać. Musi gdzieś tu być! Poleciałem w górę, przenikając przez każdą ścianę, każdy sufit, by tylko to uczucie się zwiększało. Udało się! Znalazłem ją.. Siedziała na dachu, może jednak nie czuje się tak źle.. Wylądowałem, wróciłem do widocznej postaci i po prostu koło niej usiadłem. Nic nie mówiła, wpatrywała się w zachodzące słońce, po jej policzkach spływały łzy, a moje moce nie mogły przeniknąć do jej ciała by choć troche ją pocieszyć. 
R: Wiesz jak to jest być ciągle oszukiwanym? Najbliższe mi osoby ciągle trzymają mnie w kłamstwie, albo nie mówią całej prawdy. To boli.. - spojrzała na mnie. W jej oczach było mnóstwo łez, niebieskie tęczówki przygasły, zrobiły się szare i matowe.. Nie wiedziałem że ludzie też tak potrafią. Biło od niej rozpaczą, smutkiem i rozczarowaniem. Ona rozczarowała się mną, najbardziej mną.. 
J: Nigdy Cię nie okłamałem, zawsze byłem w stosunku do Ciebie szczery.. 
R: Ale mi nie powiedziałeś! - warknęła przerywając mi.
J: A czy byś mi uwierzyła? Uwierzyłabyś że mam skrzydła? Wyśmiałabyś mnie. - powiedziałem pewnie. Odwróciła wzrok z powrotem w stronę zachodu, spuściła go jednak na swoje dłonie na kolanach. - Uwierz mi, że chce być Twoim przyjacielem, chce dalej też być Twoim Aniołem Stróżem. Nigdy nie rezygnuje ze swoich podopiecznych i zrobię wszystko byś była bezpieczna.. - dotknąłem jej ramienia. Może przez dotyk coś przeniknie.. - Ale Ty też musisz tego chcieć.. - dodałem cicho. Znów na mnie spojrzała i jakby poddała się moim mocom, wpuściła do siebie wszystko, co tak bardzo chciałem żeby wchłonęło w nią. Było to z taką siłą i tak nagle że na chwile straciłem oddech. Nigdy czegoś takiego nie czułem. 
R: Wiesz Loui.. Ja chce, byś był moim przyjacielem. - złapała mnie za dłoń. Poczułem że ten dotyk, te emocje były potwierdzeniem jej słów. Co się dzieje?! Moi podopieczni nigdy nie przekazywali mi tylu uczuć przez jeden dotyk.. 
J: Nawet nie wiesz jak się ciesze.- powiedziałem z ulgą.
R: Ale jeśli mnie okłamiesz, zataisz jakąś rzecz to będzie koniec. - zarządziła.
J: O niektórych sprawach nie będę mógł Ci powiedzieć. 
R: Domyślam się Lou.. Nie chce zostać sama..
J: Nie zostaniesz, obiecuję.- nie chciałem by znowu się na mnie zawiodła, nie pozwolę na to. Niepewnie położyła głowę na moim ramieniu. Powinienem, muszę zrobić coś, by zapomniała o problemach, chociaż na chwilę!
J: Rose?
R: Tak Loui?- Boże, uwielbiam jak ona tak do mnie mówi!
J: Mam dla ciebie niespodziankę, ale musisz mi zaufać.- wstałem i wyciągnąłem rękę. Wycofałem swoje moce aby mogła podjąć decyzję sama, bez jakichkolwiek wpływów. 
Po chwili złapała moją dłoń i wstała. Złapałem ją tak, żeby mi nie wypadła i rozłożyłem skrzydła. Następnie skończyłem w dół, ciągnąc ją za sobą. Przybrałem niewidzialną postać jednocześnie zasłaniając nią też Rosalie, przez co oboje byliśmy niewidoczni. Kilka metrów nad ziemią odskoczyłem i poleciałem do góry. Coraz wyżej i wyżej, aż w końcu znaleźliśmy się w chmurach.
J: Rose, otwórz oczy.- z wahaniem ale otworzyła je i westchnęła.
R: Jak pięknie.. - zachwyciła się. Czułem że jest szczęśliwa, że to pomogło jej zapomnieć na chwilę o problemach. 
J: Co chciałabyś zobaczyć? - zapytałem cicho.
R: Cokolwiek.. Zaskocz mnie.. - zachichotała i ścisnęła mocniej moje ręce, którymi ją mocno trzymałem. Gdzie by ją zabrać..? Wiem! Polecieliśmy z odpowiednim kierunku. Dzięki swoim mocom, szybko znaleźliśmy się na miejscu, wylądowałem na skraju skały i rozluźniłem delikatnie uścisk wokół Rose.Dziewczyna nic nie mówiła, ale czułem że jest zaskoczona, szczęśliwa i podekscytowana. - Niesamowite.. - szepnęła i dalej wpatrywała się w piękny krajobraz.

J: Podoba ci się?- zapytałem niepewnie.
R: Żartujesz sobie?!


________________________________________________
10 KOMENTARZY= NASTĘPNY ROZDZIAŁ
Pamiętajcie, że to od was zależy, czy rozdziały będą co tydzień :3
(No i od czasu :(( )

Naat&Liv

niedziela, 27 września 2015

9. Niewiarygodnie niebieskie tęczówki..

Cześć!
Znowu musieliście czekać, przepraszamy! Naat pracuje, ciężko pracuje, do tego musi prowadzić 3 blogi, a ja muszę się uczyć. W ciągu 3 tygodni z łącznie 14 przedmiotów mam już jakieś 15 ocen! 

Objaśnienie:
J: - ja (Louis)
Li: - Liam
H: - Harry
Z: Zayn
N: - Niall
Lil: - Lilly

Podkreślonym i pochylonym tekstem zaznaczona jest mentalna rozmowa :3
______________________________
*Dalej oczami Louisa*
Li: Lou, dobrze wiesz, sam to przyznałeś, że bycie Aniołem Stróżem wcale nie jest takie proste, jak się wydawało. Z tego co powiedziałeś, jestem w stanie wywnioskować, że ta dziewczyna jest bardzo zagubiona. Choćbyś nie wiadomo jak się starał, ona i tak będzie stawiać na swoim. Na twoim miejscu poszperałbym i poszukał informacji o tej Rosalie, bo coś mi to imię mówi. Jeśli chcesz, możemy ci pomóc. Pamiętaj, na nas zawsze możesz liczyć, bez względu na wszystko. - zapewnił mnie, co dało mi otuchy i wiedziałem że mam w nich wsparcie.
J: Dziękuję... Nie wiem nawet co powiedzieć - westchnąłem po raz kolejny, a moją uwagę przykuła jedna, samotna kropla spływająca po szybie. O nie.. - Chyba mamy towarzystwo.
Chłopaki spojrzeli na mnie a ja wskazałem na kroplę.
H: Czego oni chcą? Znowu chcą dostać od Starszych?
Li: Nie żeby coś, ale jakbyś zapomniał, Starsi poszli już wyżej! 
H: Nie wszyscy! Poszedł Parker, Stuart i Loretto, reszta została.
Li: Jest ich tylko dwóch, stary! 
J: Uspokójcie się, oni nie przyszli tu żeby zrobić zamieszanie..- przytaknęli i spojrzeli za okno. Na końcu ulicy było widać dwie czarne postacie. Postanowiłem wyjść im na przeciw, żeby nie narażać innych mieszkających tu aniołów. Skierowałem się do drzwi.
Li: Lou? Gdzie ty idziesz?
J: Muszę z nimi porozmawiać, jak chcecie możecie iść ze mną- skinęli głowami i ustawili się po mojej lewej i prawej stronie. Wyszliśmy na zewnątrz i zaczęliśmy kierować w stronę naszych "gości". Wyluzowałem się i przejrzałem ich emocje. Nie byli wrogo nastawieni, bynajmniej Niall nie był.
Pamiętam, jak kiedyś trzymaliśmy się razem. Byliśmy naprawdę dobrymi kumplami, dopóki nie zdarzył się ten wypadek, dopóki nie stracił swojej podopiecznej, którą kochał. Pamiętam dokładnie tamten dzień. Pamiętam, jak tu, w niebie zaczęło lać i grzmieć. To była pierwsza i jedyna burza w historii. Nawet Starsi byli przerażeni, gdy rozpętało się tamto piekło. W samym jej środku był Niall.. a ja razem z nim. Pamiętam, jak przyrzekłem mu, że nikomu nigdy nie wyjawię, że on się w niej zakochał. Wtedy po jego twarzy spłynęła jedna, jedyna łza, a on nie mógł dłużej zostać tutaj. Pochłonął go smutek i żal. Od tej pory nie pojawił się więcej w Słonecznej Dolinie, która przestała świecić tak radośnie, jak za jego czasów. Wszyscy to zauważyli. Gdy teraz się pojawił, zaczęła padać lekka mżawka. Podeszliśmy na tyle blisko, by móc nawet szeptać. Spojrzałem w oczy Horana.
Niegdyś niewiarygodnie niebieskie tęczówki, patrząc w nie miałeś wrażenie że widzisz ocean, teraz ledwo błękitne, poszarzałe, smutne. 

J: Niall?
Uniósł na mnie wzrok zdziwiony, po sekundzie już nie okazywał żadnych emocji.
N: Louis? 
J: Oczywiście. Cholera, stary już myślałem że cię straciłem.
N: Bo straciłeś. Nie ma już tego samego Nialla, którym byłem.
J: Jest, głęboko w twoim serc..
N: ONA BYŁA MOIM SERCEM, ROZUMIESZ?!
J: Spokojnie, Niall.
J: Nikt was tu nie zapraszał- powiedziałem wyprostowując się, czując, jak odpowiedzialność zaczyna ciążyć na moich barkach. Zaczynałem rozumieć, że Starsi już nie będą chronić Doliny. Teraz to nasze zadanie.
Z: Nie potrzebujemy zaproszenia, Tomlinson- splunął.
N: Darujcie sobie te przekomarzanki- przewrócił oczami.
J: Po co przyszliście?
Z: Wytłumaczyć ci, drogi koleżko, że nieważne jak bardzo rozciągniesz swoje białe skrzydełeczka, ona i tak trafi do nas- warknął Malik.
J: Tak się składa, że moje "skrzydełeczka"- rozłożyłem skrzydła najbardziej jak mogłem, jednocześnie udając niewzruszenie- są otwarte dla wszystkich, bo z pewnością wszyscy się pod nie zmieszczą- mimo ich obojętnych min, było widać, że zrobiło to na nich wrażenie. Schowałem je i spojrzałem na nich z góry.
H: Wynoście się stąd.
Li: Natychmiast.
N: Kilka słów na koniec. Pewność siebie może cię zgubić, Louisie. Pamiętaj o tym- przez moment w jego oczach pojawił się ten znajomy niebieściutki błysk, ale zgasł równie szybko, jak się pojawił.
Z: Nie ocalisz jej, dobrze o tym wiesz- dodał Zayn, po czym rozpłynęli się.
J: Muszę do niej wracać, muszę- powiedziałem, odwracając się do chłopaków- Nie mogę pozwolić, by zabrali ją jak..- urwałem zdając sobie sprawę z tego, że jedno słowo więcej i złamał bym obietnicę. A to dla mnie jedna z tych niewybaczalnych rzeczy. Rozłożyłem skrzydła i bez pożegnania pomknąłem na ziemię. Leciałem wśród deszczowych chmur, leciałem do niej. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś jej się stało. Nigdy.
Mknąłem jak strzała, wirowałem, zdając sobie sprawę z tego, że powoli rozumiem, o jakiej odpowiedzialności mówili Starsi. Zaczynałem rozumieć, że bycie Aniołem Stróżem, to coś więcej niż tylko bycie przy podopiecznej. Chcesz, czy nie, stajesz się cieniem tej osoby, przeżywasz wszystko razem z nią, żyjesz jej życiem. Gdy nie jesteś z tą osobą, myślisz o niej, zastanawiasz się co ona robi.. Ale zaraz, czy to nie jest miłość? Nie, to niemożliwe. Anioły nie zakochują się, to jest bardzo rzadkie, wręcz niemożliwe.. Zdaje mi się tylko, przez ten deszcz. Pomknąłem jeszcze szybciej, więc gdy wylądowałem, woda wzbiła się do góry, zasłaniając mi wszystko, co miałem przed sobą. Nagle przede mną wyłoniła się jakaś dziewczyna. Przecież to nierealne. 
J: Lilly? - spojrzała na mnie z krzywym uśmiechem.
Lil: Tak. Wiesz.. całkiem się pogubiłam. Nie chciałam iść do nieba, chciałam odszukać Nialla. Nie mogę go znaleźć. Pomóż mi, błagam. To trwa tak długo, a ja nie mogę nigdzie spocząć, odpocząć, zjeść, napić się. gdy tylko próbuję usiąść, położyć się, coś ciągnie mnie w dół. Raz już tam prawie byłam, to okropne miejsce. Proszę cię, pomóż mi go odnaleźć...

_____________________________
I jak? Podoba sie? Komentujcie, to na pewno jeszcze bardziej zmotywuje do dalszej pracy!!
+ gdzie chcielibyście abyśmy dodawały nominacje? Tu, przy rozdziałach, czy w osobnej zakładce? :)
10 KOMENTARZY = NASTĘPNY ROZDZIAŁ!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!

INFORMUJEMY RÓWNIEŻ, ŻE WPROWADZAMY PEWNĄ RZECZ, A MIANOWICIE ROZDZIAŁY BĘDĄ POJAWIAŁY SIĘ W KAŻDĄ NIEDZIELĘ O 19:30 JEŚLI WARUNKI BĘDĄ SPEŁNIANIE!!!

piątek, 4 września 2015

8. Co mam zrobić?!

Hej!! 
Wybaczcie że tyle czekaliście!!!!!!!!!
Naat pracuje, a Liv miała problem z komputerem.. :/

Objaśnienie:
J: - ja ( Louis ),
Z: - Zayn, 
R: - Rosalie,
M: - mężczyzna,
H: - Harry,
Li: - Liam.
_______________________

Z: Rose, jeśli chcesz zobaczyć się z tatą, podejdź do mnie..
J: Rosalie nie rób tego.. - błagałem nie tylko brzmieniem głosu, ale i spojrzeniem.
R: Przykro mi Louis, ale jeśli mam możliwość zobaczenia się z ojcem, muszę to zrobić.. - podeszła do niego i chwyciła jego dłoń. On wtedy pociągnął ją do siebie i zepchnął ją z dachu.. Słyszałem jej przerażony krzyk.

Z: No co, nie uratujesz jej? Zginie, jeśli tego nie zrobisz! - zaśmiał mi się w twarz.
Niewiele myśląc, a może gdybym to zrobił, wszystko potoczyłoby się inaczej.. ? Z prędkością światła rzuciłem się z dachu. Widziałem ją, do ziemi miała nie dużo. W sekundę znalazłem się przy niej, w następnej rozłożyłem skrzydła, a w kolejnej lecieliśmy z powrotem na dach. Rosalie otworzyła oczy i patrzyła się na mnie. Z jej spojrzenia wyczytałem zdziwienie, przerażenie, ból i lęk oraz niedowierzanie. Nie odezwałem się, tylko gnałem w górę.. Po chwili staliśmy już na dachu. Zayn patrzył na mnie z lekkim zaskoczeniem. W sumie nie dziwię mu się. Od zawsze wręcz, obsesyjnie dbałem o to, by nikt się nie dowiedział kim jestem. Przeniosłem wzrok na blondynkę, która była kompletnie zdezorientowana.
J: Rose, ja..
Z: Teraz widzisz kim jest, ja jestem kimś podobnym, z jednym małym wyjątkiem.. - zaśmiał się cicho - On jest świętoszkiem, który żyje sobie tam wysoko i ma wszystko gdzieś, jest białym Aniołem, Aniołem światła, nudziarzem. Różnie ich nazywają.. Ja jestem Aniołem ciemności, ale nie bój się. Podczas gdy oni świętują śmierć różnych osób, my staramy się pomóc, by ludzie, którzy stracili swoich bliskich, mogli być z nimi już na zawsze. - spojrzał na nią tak znacząco.
R: Na zawsze..? 
Z: Tak kochana, NA ZAWSZE. Możesz być ze swoim tatą już na zawsze. A wystarczy tylko, że pójdziesz ze mną.. - wyciągnął rękę i czekał, widział jednak jej wahanie.. - Twój tata pójdzie z nami. Patrz, jest tu. - spojrzał w stronę tego mężczyzny a on podszedł. 
M: Rose.. Chodź.. - powiedział cicho. Dziewczyna zmrużyła oczy po czym spojrzała na Zayna pobłażliwie.
R: Prawie się wam udało chłopcy. Popełniliście jednak jeden mały błąd. Mój ojciec nigdy nie nazywał mnie Rose. Jednakże muszę wam pogratulować! 
Z: Czego niby? - prychnął.
R: Bardzo skutecznie potraficie łamać ludziom serca. Bardzo skutecznie! - warknęła, odwróciła się i zaczęła kierować w stronę wyjścia z dachu. Olałem Zayna i Nialla i poszedłem za nią.
J: Rose! - nie reagowała - Rosalie! Rosalie do jasnej.. - zaciąłem się. Nigdy nie użyłem niewłaściwego słowa i nie chce tego zmieniać. Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na mnie, w jej oczach było pełno łez. Zbliżyłem się do niej na tyle by cały jej smutek i rozpacz mogła choć w połowie przejść na mnie. Musze jej jakoś pomóc! 
R: Dlaczego mi nie powiedziałeś?! - szepnęła z wyrzutem.
J: Nie wiem.. ale.. 
R: Daj mi pomyśleć.. - weszła mi w słowo i znów uciekała ode mnie. Pozwoliłem jej
zniknąć za rogiem i przybrałem niewidoczną postać. Muszę wiedzieć gdzie pójdzie, muszę czuwać! Blondynka wyszła z budynku, szła ulicami jakby się nigdzie nie spieszyła, co chwile ścierała łzy z polików.. Chciałbym wiedzieć co ją tak bardzo poruszyło, czy to że jestem Aniołem, czy to że mogła mieć możliwość spotkania się z ojcem?! Nie mogę wniknąć do jej umysłu, blokuje go, ale chyba bez tego wiem, ze ta druga wersja jest bardziej prawdopodobna.. Po jakiś dwóch godzinach chodzenia po mieście dziewczyna znalazła się w moim mieszkaniu, odetchnąłem! Cieszyłem się że jednak nie zrezygnowała! Gdy upewniłem się, że zostanie w domu, poleciałem do nieba, aby zobaczyć się z przyjaciółmi, dawno z nimi nie rozmawiałem, a naprawdę przydałaby mi się ich pomoc.
Gdy dotarłem do domu wśród chmur, czyli do domu Harryego, byłem lekko zestresowany. Jak zareagują? Co powiedzą? Pomogą mi? Pytania krążyły w mojej głowie tworząc zamęt. Stanąłem przed drzwiami i zapukałem. Drzwi prawie natychmiast otworzył mi Harry.
H: Louis! Całe wieki minęły, wchodź- uśmiechnąłem się na jego charakterystyczne przywitanie i przekroczyłem próg. Czułem, że Liam już jest.
J: Tak, wiem, ale praca Anioła Stróża wcale nie jest taka prosta.. - westchnąłem.
Li: Co jest? - czy aby na pewno mogę im wszystko powiedzieć..? Harry jakby wyczuł moją niepewność, zawahanie.
H: Louis dobrze wiesz, że jesteśmy najlepszymi kumplami, przyjaciółmi. Powiedz co cię dręczy, bo nie mogę patrzeć jak grymas na twojej twarzy się powiększa.- w mojej głowie toczyła się bitwa, powiedzieć, czy nie? Dlaczego boję się zaufać swoim przyjaciołom? Co się ze mną dzieje?!
J: Dobra, ale uprzedzam, że to wszystko jest nieźle pokręcone.. - wziąłem głęboki oddech i opowiedziałem im wszystko po kolei. Siedzieli cicho dopóki nie skończyłem. - Tak to wygląda i nie mam najmniejszego pojęcia co robić. - schowałem twarz w dłoniach i oparłem się o oparcie kanapy. Usłyszałem jak któryś z nich wstaje i wychodzi. Opuściłem ręce i rozejrzałem się. Liam wyszedł, a Harry intensywnie myślał. Podszedłem do okna i położyłem czoło na szybie. Stałem tak chwilę, aż ktoś poklepał mnie w ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem kubek pełen parującej, gorącej czekolady. Spojrzałem na niego, a on posłał mi uśmiech i podał kubek. Gestem pokazał, żebyśmy usiedli. Na stole stały jeszcze dwie czekolady.
Li: Lou, dobrze wiesz, sam to przyznałeś, że bycie Aniołem Stróżem wcale nie jest takie proste, jak się wydawało. Z tego co powiedziałeś, jestem w stanie wywnioskować, że ta dziewczyna jest bardzo zagubiona. Choćbyś nie wiadomo jak się starał, ona i tak będzie stawiać na swoim. Na twoim miejscu poszperałbym i poszukał informacji o tej Rosalie, bo coś mi to imię mówi. Jeśli chcesz, możemy ci pomóc. Pamiętaj, na nas zawsze możesz liczyć, bez względu na wszystko. - zapewnił mnie, co dało mi otuchy i wiedziałem że mam w nich wsparcie.
Lou: Dziękuję... Nie wiem nawet co powiedzieć - westchnąłem po raz kolejny, a moją uwagę przykuła jedna, samotna kropla spływająca po szybie. O nie.. 
...
___________
Ciekawość zaspokojona?! Czy dopiero sie rozbudza?!
Myśle że 10 komów jest okay!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!




Naat & Liv

sobota, 22 sierpnia 2015

7. Tak dawno go nie widziałam.. Pozwól mi..

Czeeeeść! 
Rozdział tym razem nie spóźniony :/ Bo warunek nie spełniony :( Ale ważne że czytacie :*

Objaśnienie:

J: Ja (Rose, potem Lou)
Lou: Louis
R: Rosalie
Z: Zayn
N: Niall
DJ: DJ 
________________________
Po drodze do mieszkania mamy dopadły mnie wyrzuty sumienia, nie potraktowałam zbyt dobrze Louisa, a on tak mi pomaga! Jednak gdy doszłam pod wieżowiec i zauważyłam idealnie wyglądającego Zayna opartego o swój samochód, wszystko z głowy wyleciało i przestawiłam sie na tryb: szaleństwa.
Z: Hej Mała.. 
J: Cześć Zayni. - uśmiechnęłam sie najsłodziej jak tylko potrafiłam.
Z: Pięknie wyglądasz.. - chłopak pochylił sie lekko w moja stronę, domyślałam się co chciał zrobić, ale..
J: Dziękuję - odsunęłam się dyskretnie tak, że jego wargi ledwo co musnęły mój policzek. Myślałam, że poczuję jakiś niezwykły prąd albo coś w tym stylu, lecz poczułam tylko malutką iskierkę, zbyt małą, by mogła namieszać mi w głowie. 
Z: Jedźmy już. - lekko skonsternowany otworzył mi drzwi. Wsiadłam do środka, a on okrążył samochód i usiadł za kierownicą. Ruszyliśmy i po kilku minutach szybkiej jazdy dotarliśmy pod klub. Poszłam za szatynem do wynajętej przez chłopaków loży. Na miejscu był już Niall.
J: Gdzie Ally?- zapytałam, gdy już siedzieliśmy.
N: Ciebie też miło widzieć.. - skrzywił się - Nie wiem gdzie jest, dzwoniła że mamy cię wyciągnąć z domu na imprezę. - wzruszył ramionami. Coś mi tu nie gra..
J: Ale powiedziała mi, że zaprosiłeś nas na imprezę.. - pomyślałam na głos. Chłopaki wymienili się spojrzeniami i wtedy byłam już pewna że coś jest knute przeciwko mnie.
J: Idę po drinka.. 
Z: Nie! Znaczy już zamawiam.. - zmieszał się i poszedł do baru. Po chwili milczenia zwróciłam się do Nialla.
J: On zawsze jest taki?
N: Niee.. Po prostu.. Musi się wyluzować. - uśmiechnął się blado i zaproponował mi gumę do żucia. Wzięłam listek i zastanawiałam się, żując, o co może im chodzić. Jednak nic nie przychodziło mi do głowy, więc gdy Mulat przyniósł drinki wypiłam swój na raz. 
Z: Woow spokojnie.. - zaśmiał się i podał mi następny. Tego sączyłam już wolniej. Po 2 godzinach muzyka przycichła.
J: Co jest? - zapytałam Nialla, bo właśnie mieliśmy iść tańczyć. 
N: Nic, chodź - pociągnął mnie w stronę podestu, na którym był DJ.
DJ: Wiitaam was wszyystkich!! Dzisiejszy melanż jest wyjątkowy, bo urodzinowy! Rosalie miała niedawno urodziny, wypijmy za jej zdrowie! - byłam w mega szoku, nie wyprawiałam urodzin, nikomu o nich nie wspominałam, więc sama o nich nie pamiętałam! Zabawa, tańce i szaleństwo z tym związane było niesamowite!
            Po powrocie do domu byłam, prawie, bardzo pijana. Na wejściu zdjęłam buty i po cichu poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i nagle podskoczyłam jak oparzona. Zamiast na łóżko położyłam się na Louisa!
J: Lou! Co ty tu robisz?
Lou: Ja? Co ty tutaj robisz! O 5.30am!
J: Proszę, daj mi spać.. - jęknęłam, a on wstał i wyszedł wkurzony. Usnęłam od razu zbyt zmęczona i napita, by przemyśleć, jak okropnie się zachowałam. Ranek nadszedł zbyt szybko. Wstałam i przez 1,5h doprowadzałam się do porządku. Gdy wreszcie to zrobiłam, poszłam do kuchni by przygotować jedzenie dla siebie i Lou, chyba jeszcze spał. Zrobiłam jajecznicę z pomidorami i szynką, tosty, a do szklanek nalałam soku jabłkowego. Poustawiałam to na tacy i skierowałam się do sypialni Louisa. Stał przy oknie wpatrując się w panoramę miasta. Prawdopodobnie mnie nie słyszał, więc postawiłam jedzenie na stoliczku nocnym i podeszłam do niego.
J: Louis? - nie reagował, patrzył uparcie przed siebie. - Lou? Louis! - nic, zero reakcji. -  Louis do cholery! - krzyknęłam w końcu. Nadal nie zwracał na mnie uwagi. - Tomlinson do kurwy nędzy, spójrz na mnie!
L: Czego chcesz? - zapytał w końcu nie patrząc na mnie.
J: Chcę porozmawiać..
L: Nie ma o czym.
J: Ale..
L: Nie ma o czym rozmawiać! Rób co chcesz, to twoje życie! Ale pamiętaj, masz je tylko JEDNO! Więc zamiast marnować je na co nocne imprezy, zacznij w końcu coś z nim robić! - wybuchnął.
J: Byłam na dopiero dwóch imprezach! O co ci w ogóle chodzi?! Jeśli ci się nie podoba moje zachowanie, to równie dobrze mogę się wyprowadzić! - zakryłam usta dłonią i wytrzeszczyłam oczy. Co się ze mną dzieje? Dlaczego to powiedziałam?
L: Proszę bardzo! Droga wolna! - warknął przez zaciśnięte usta i wyszedł trzaskając drzwiami. Schowałam twarz w dłoniach i usiadłam na jego łóżku. Co ja w ogóle robię? 
Postanowiłam iść w tak dobrze znane mi miejsce, w którym mogłam odpocząć, zebrać myśli. Złapałam za telefon i klucze do domu mamy po czym wyszłam. W przeciągu kilkunastu minut byłam już na dachu. Siedziałam i pogrążałam się w smutku. Po 3 godzinach poczułam, że ktoś usiadł koło mnie.
J: Przepraszam cię Lou, naprawdę. Nie wiem dlaczego się tak zachowuję. Nie będę zwalać na różne sytuacje, po prostu.. Chcę, żebyś wiedział, że naprawdę jest mi przykro i..
L: Rozumiem.. - przerwał mi - Nie przepraszaj mnie, bo tak naprawdę nie masz mnie za co. - siedzieliśmy w ciszy od dłuższego czasu.. Przypomniało mi się, jak siedzieliśmy dokładnie w tym samym miejscu tuż po tym, jak spakowałam rzeczy i wyprowadziłam się z domu.. Nadal nie wierzę, jak ona mogła po tym wszystkim, jak jej wybaczyłam, jak znowu zaufałam. Ukrywała przede mną śmierć ojca! Dla "mojego dobra"! Łzy zebrały mi się w oczach. Czułam, jakby jakieś ciepło chciało wniknąć w moje serce i umorzyć ból. Ale ja nie chciałam tego! Starałam sie olewać to uczucie, jednak za wszelką cenę chciało ogarnąć mnie i uspokoić. Wyobraziłam sobie, że to coś jest jakąś namacalną rzeczą i odpychałam ją, jednak ani drgnęła. Po chwili to coś jakby wyskoczyło ze mnie a raczej wypchnęłam to tak gwałtownie, że myślałam iż się przewrócę. Otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę z tego, że to działo sie tylko i wyłącznie w moim umyśle. Tak więc mentalnie byłam absolutnie wykończona, ale fizycznie i na zewnątrz nie dałam tego po sobie poznać. Louis miał rozszerzone źrenice i był nieco.. Nie wiem nawet jak to nazwać.. Przestraszony? Zdziwiony? Coś w ten deseń.
J: Lou, wszystko w porządku? -zapytałam marszcząc brwi.
L: Tak, tak.. - uśmiechnął się nieco blado. Zmrużyłam oczy i próbowałam go przejrzeć. Nic z tego. Jego oczy były jakby zasłonięte niewidzialną tarczą, która miała chronić go przed światem. 

*Oczami Louisa*
            Patrzyła się na mnie i patrzyła. W końcu raczyła się odezwać. 
R: Coś przede mną ukrywasz, Tomlinson. Czuję i wiem, że prędzej czy później dowiem się co.. - odezwała się śmiertelnie poważnie. W środku byłem przerażony, że tak łatwo potrafi rozszyfrować ludzi, ale na zewnątrz uśmiechnąłem się szeroko i zaśmiałem się. 
J: Panno Parker, to chyba oczywiste, że coś ukrywam. Niedawno się poznaliśmy i miałabyś już wiedzieć o mnie wszystko? - proszę, niech połknie haczyk, proszę, proszę, proszę..
R: Może masz rację.. - odezwała się z uśmiechem. - Ale skoro poznaliśmy się dopiero co.. - zamyśliła się - ..To tym bardziej powinnam cie traktować inaczej niż do tej pory i naprawdę jestem Ci wdzięczna że mogę z Tobą mieszkać, jeśli dalej tego chcesz.. - uff, nie zrezygnowała.. 
 https://deliyachris.files.wordpress.com/2014/03/91741-bridgit-mendler-bridgit-mendler-35908512-500-333.gif?w=665
J: Oczywiście że chce.. - uśmiechnąłem się, co ona odwzajemniła, siedzieliśmy dalej w ciszy gdy nagle na skraju dachu zobaczyłem Zayna. Co on tu robi?! I czemu ma twarz pokrytą tatuażami?
Z: Rosie.. - powiedział a ona spojrzała na niego. Łzy zebrały się w jej oczach i wstała. 
R: Kim ty jesteś? - powiedziała płaczliwie. Otarła łzy z policzków i spojrzała na niego. Niesamowite jak na jedno słowo tak mocno reaguje, z takim uczuciem.. - I jakim prawem nazywasz mnie w ten sposób?! - warknęła.
Z: Rosie, posłuchaj mnie chwilę.. 
R: NIE NAZYWAJ MNIE ROSIE!! - krzyknęła. 
Z: Okej, okej.. - uniósł ręce w geście obronnym. Nie mogłem nic zrobić. Czułem, że jest ich dwóch, a po za tym jest tu Rosalie, nie mogę się jej ujawnić! - Chcę ci tylko coś pokazać.. - dziewczyna spojrzała nieufnie na jego wyciągniętą dłoń, ale podeszła dwa kroki bliżej. 
R: Na więcej nie licz. - powiedziała oschle
Z: To i tak dużo.. -westchnął, po czym dodał - Znasz może tego pana? - wskazał na mnie, jak mi się wydawało. Rose spojrzała na mnie, a potem za mnie i wytrzeszczyła oczy
R: T-Tata?!
Z: Jak widzisz.. Prosta sprawa, musisz tylko..
J: Przestań! Zostaw ją! - krzyknąłem, wtrącając mu się w słowo.
Z: Louis?! Nie zauważyłem Cię.. Jak tam bracie? - mówił tak fałszywie jak nigdy.
J: Odczep się od nas.. Rosalie chodźmy do środka. - popatrzyłem na nią i starałem się wpłynąć na jej zachowanie. Niestety jak wcześniej wyparła wszystko. Nie sądziłem, że ma w sobie taką siłę.
R: Louis proszę.. Ja tak dawno nie widziałam taty.. - spojrzała na mnie zapłakanymi oczami. Ughh, dlaczego ja mam takie dobre serce i nie potrafię patrzeć jak płacze?! Ale to są do jasnej cholery Anioły Ciemności! 
J: Nie Rose, proszę chodź. - musiałem być stanowczy
Z: Przecież ci kurwa powiedziała, że chce zostać! - warknął. 
J: Rozumiesz, że ona o niczym nie wie?! - krzyknąłem. Trudno, nie pozwolę by on ją zabrał. Najpierw przez jego twarz przemknęła dezorientacja, ale potem zobaczyłem szyderczy uśmiech. Zły znak!
Z: Rose, jeśli chcesz zobaczyć się z tatą, podejdź do mnie.. 
J: Rosalie nie rób tego.. - błagałem nie tylko brzmieniem głosu, ale i spojrzeniem.
R: Przykro mi Louis, ale jeśli mam możliwość zobaczenia się z ojcem, muszę to zrobić.. - podeszła do niego i chwyciła jego dłoń. On wtedy pociągnął ją do siebie i..
...
____________________
Warunek nie był spełniony, ale minęło dużo czasu więc nowy rozdział już jest! Ale było 8 komów wiec warunek- 8 komentarzy!!!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!!!





Liv&Naat

wtorek, 11 sierpnia 2015

6. Chwila zapomnienia..

Aloha! x
Jak tam wakacje? Czekaliście na rozdział? :D
Przepraszamy was że musicie na nie tak dłuuuuugo czekać, ale Naat juz wróciła do pracy, a Liv spędza wakacje poza domem.. :/ Ale jakoś dajemy rade!!

Objaśnienie:
J: - Ja (Rosalie),
N: - Niall,
Z: - Zayn.
A: - Ally,
Lou: - Louis.
________________

A: Allie - przedstawiła się moja przyjaciółka - A ta niemowa to Rose. Zazwyczaj mówi więcej - zaśmiała się i przysiadła się do nich zachowując duży odstęp. Wykorzystuje okazje będąc ostrożną i uważną. Uwielbiam ją taką. Usiadłam na przeciwko niej, obok Zayna. Spiął się lekko, ale zaraz rozluźnił. Zapowiada się dość ciekawie..
N: Ile macie lat? - spytał blondyn. Nie wiem czy chce by o mnie wszystko wiedzieli, szatyn obok mnie nie wydawał sie być do końca zadowolony moją obecnością koło siebie. Odsunęłam się dyskretnie od niego.
J: Wystarczająco by tu być.. - odpowiedziałam wymijająco. - A teraz wybaczcie ale idziemy zamówić coś do picia.. - wstałam patrząc znacząco na przyjaciółkę.
Z: Siedźcie.. My wam coś zamówimy. - poderwał sie z miejsca. Co było dziwne? Tak dziwne!
A: Nie musicie. I tak jesteśmy wdzięczne za udostępnione miejsce.. - uśmiechnęła się do nich przekonująco, ona ma ten swój dar i chłopaki usiedli z powrotem na kanapie.- Zaraz wrócimy.. - odeszłyśmy od nich w stronę baru.
J: Wracamy tam? - zapytałam z lekkim przerażeniem, dziewczyna rozejrzała sie po klubie.
A: Tak, nie ma wolnych miejsc.. - zaśmiała sie.
J: Jak do nich wrócimy to się zamień miejscami! - chciałam przekrzyczeć muzykę. - Usiądź koło ymm..
A: Zayna? - pomogła
J: Tak! - uśmiechnęła sie i skinęła głową że sie zgadza. Zamówiłyśmy sobie po kolorowym drinku i wróciłyśmy do nich. Zgodnie z naszą umową Ally usiadła koło szatyna, a ja zajęłam miejsce obok blondyna. Widząc moją zmianę miejsca, szatyn skrzywił się ledwo zauważalnie.. Po dwóch kolejnych drinkach, byłam już nieco bardziej wyluzowana, jednak nadal czujna. Zdawkowo odpowiadałam na pytania chłopaków. Wydawali się naprawdę mili, więc zamiast siedzieć na samym brzegu, usiadłam troszkę bliżej. Po każdym
kolejnym kolorowym trunku mówiłam coraz więcej, chłopaki nawet zaprosili nas do tańca. Było miło, zapomniałam o wszystkim, po prostu liczyła się chwila.. Koło 3 w nocy zamówiłam taksówkę do domu. Na szczęście ilość alkoholu nie spowodowała braku pamięci i trafiłam. Chciałam jak najciszej udać sie do swojego tymczasowego pokoju, w końcu jest środek nocy i Louis zapewne już śni..
J: Kurwa mać! - syknęłam gdy kopnęłam nogą w jakiś fotel czy coś innego. Na szczęście brunet się nie obudził. Odnalazłam sypialnie, zabrałam czystą bieliznę i koszulkę taty i poszłam do łazienki. Zamknęłam sie w niej i naga stanęłam pod prysznicem. Zaczęłam myć swoje ciało, lekko chwiałam się na nogach, ale to chyba już nie od alkoholu. Robiło mi sie słabo, w głowie miałam tylko jedną myśl! Analizowałam jedno, krótkie zdanie. MÓJ TATA NIE ŻYJE! Jakby dopiero to do mnie dotarło, łzy wypłynęły na poliki, serce z każdym uderzeniem bolało coraz mocniej, nie miałam ochoty oddychać. Osoba którą kocham najbardziej na świecie już do mnie nie wróci.. Woda spływała po moim ciele już od dłuższego czasu, siedziałam skulona w kabinie prysznicowej chcąc jakoś zrozumieć czemu mi nie powiedziała całej prawdy. Mijały sekundy, minuty i chyba nawet godziny. Nie chciałam stąd wychodzić, czułam jakby ta gorąca para chroniła mnie przed złem i tą niesprawiedliwą rzeczywistością. Nie mam teraz nikogo!! 
           Ubrana w moją piżamkę położyłam sie w łóżku, łzy nie przestawały spływać, ale już w głowie nie miałam nic, moja głowa i serce, to kompletna pustka! Długo nie mogłam zasnąć, szlochałam coraz mocniej, nie wiedziałam co teraz będzie, ze mną, z mamą, z naszą rodziną.
Lou: Rose? - usłyszałam jego szept - Co się dzieje? - podszedł do łóżka. Bez chwili zastanowienia wstałam i przytuliłam sie do niego. Chłopak odwzajemnił uścisk, gładząc delikatnie moje plecy. Po kilku minutach takiego stania i moczenia jego koszulki poczułam jak mnie podnosi i układa na łóżku.
J: Zostaniesz ze mną? - spytałam z nadzieją nie puszczając go.
Lou: Zostanę. - odpowiedział szeptem i ucałował moje czoło.
J: Czemu przy Tobie czuje tak jakby ktoś zabrał mi większość zmartwień? - zapytałam po chwili. Tak właśnie się przy nim czułam! Usnęłam po jakimś czasie wtulona w niego.
Obudziłam się jakiś czas później zlana potem. Spojrzałam przerażona na Lou, który spał spokojnie, trochę odsunięty. Podniosłam lekko jego rękę i objęłam się nią. Znowu ogarnął mnie ten cudowny spokój. Mogłam spać dalej.. Obudziłam się rano czując na sobie czyjeś spojrzenie, gdy otworzyłam oczy ujrzałam skąpaną w blasku słońca piękną, wręcz anielską twarz Louisa.
L: Dzień dobry. - uśmiechnął się perliście. Serce zabiło mi trochę mocniej na widok tego gestu. Opanowałam się jednak i odwzajemniłam uśmiech.
J: Dzień dobry.. - odpowiedziałam. Dopiero po chwili dotarło do mnie, w jakim położeniu się znajdujemy. Byłam zażenowana swoją postawą z wczorajszego wieczoru. Policzki mi zaczerwieniły, więc schowałam twarz w poduszkę. Jakiś czas później przy śniadaniu, dostałam sms-a od Al.
A: 'Niall zaprasza nas na imprezę, nie robisz nic dzisiaj prawda? :D x'
J: 'Nie, nie robię. Możemy iść :) xx'
A: 'W takim razie Zayn pojedzie po Ciebie o 8pm, ale pod stary adres :* x
J: 'Okej? x'
A: 'Nie martw się będzie super! xXx'
Odłożyłam telefon i wróciłam do jedzenia. Po chwili dołączył do mnie Louis.
L: Zaplanowałaś coś na wieczór? - spojrzałam na niego i przełknęłam płatki.
J: Właściwie to.. Ally chciała iść na imprezę.
L: Oh.. No cóż, dobrze. - spuścił wzrok na swoje kanapki i upił łyk kawy.
J: Lou, co jest? - zapytałam widząc jego niemrawą minę.
L: Nie nic, muszę lecieć, pa.. - ucałował mój policzek i wybiegł. To było naprawdę dziwne, zachował się jakby nie odpowiadało mu moje wyjście.. Gdy skończyłam jeść, ubrałam się w szare dresy taty i biały t-shirt, na stopy nałożyłam swoje białe converse i wzięłam portfel oraz klucze. Wyszłam z domu, zamknęłam drzwi na klucz i skierowałam się w stronę najbliższego marketu. Zrobiłam dość duże zakupy i wracając do domu bardzo często musiałam się zatrzymywać, żeby odpocząć. W połowie drogi zobaczyłam Louisa, a raczej on mnie zobaczył.
L: Boże drogi, co Ty chcesz się zaopatrzyć na zimę? - przewróciłam oczami, ale podałam mu większą część siatek. O dziwo niósł je jakby nic nie ważyły.
J: Nie po prostu robię zakupy na dłuższą metę. Nie będę co chwilę biegała do sklepu. - przytaknął, w milczeniu doszliśmy do mieszkania. Tam zaczęłam rozpakowywać zakupy, z pomocą niebieskookiego poszło znacznie szybciej. Usiedliśmy w salonie z herbatą i ciastkami, wlepialiśmy oczy w przewijające się obrazy na ekranie telewizora.
L: Powiesz mi, co się w nocy stało? - zapytał cicho i z troską.
J: Ja.. Nie chcę o tym rozmawiać. - odpowiedziałam i odwróciłam wzrok. Aż do wieczora Lou próbował nawiązywać rozmowę.

L: Dlaczego nie chcesz mi zaufać? - spytał gdy chciałam wstać i szykować się do wyjścia.
J: Nie że nie chcę Ci zaufać, po prostu.. Nie chcę o tym rozmawiać.. - odwróciłam się i poszłam do swojego pokoju. Chyba mogę go już tak nazywać? Wybrałam ciemną sukienkę i czarne szpilki. Włosy związałam w kucyka i wypuściłam kilka kosmyków. Dobrałam biżuterię i pomalowałam się. Na koniec spryskałam ulubionym perfumami. Spojrzałam w lustro i uśmiechnęłam się. Lubię to nowe, imprezowe wcielenie. Do torebki wsadziłam najpotrzebniejsze rzeczy i już gotowa wyszłam z domu, uprzednio żegnając się z Lou. To będzie kolejny szalony wieczór! Po drodze do mieszkania mamy dopadły mnie wyrzuty sumienia, nie potraktowałam zbyt dobrze Louisa, a on tak mi pomaga! Jednak gdy doszłam pod wieżowiec i zauważyłam idealnie wyglądającego Zayna opartego o swój samochód, wszystko z głowy wyleciało i przestawiłam sie na tryb: szaleństwa.
Z: Hej Mała.. 
J: Cześć Zayni. - uśmiechnęłam sie najsłodziej jak tylko potrafiłam.
Z: Pięknie wyglądasz.. - chłopak pochylił sie lekko w moja stronę, domyślałam się co chciał zrobić, ale..
...
___________________
To jak?! Po tym dłuuuugim czekaniu wynagrodziłyśmy to tym rozdziałem?!
Oby!!
Myśle ze 10 komów spokojnie dacie rade uzbierać!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Naat & Liv